Projektant, który pozwolił ubraniom mówić za siebie
W świecie mody, w którym nazwisko projektanta często staje się równie ważne jak jego kolekcje, Martin Margiela wybrał zupełnie inną drogę. Nie zabiegał o uwagę, nie budował wizerunku gwiazdy i konsekwentnie unikał obecności w mediach. Chciał, żebyśmy patrzyli na ubrania, a nie na człowieka, który je zaprojektował.
Belgijski projektant, który w 1988 roku założył własny dom mody Maison Martin Margiela, podważył wiele zasad rządzących branżą. Zamiast idealnego wykończenia pokazywał szwy. Zamiast ukrywać konstrukcję, wydobywał ją na pierwszy plan. Zamiast traktować stare ubrania jako coś, co straciło wartość, widział w nich początek nowej historii.
Jego projekty nie zawsze były łatwe w odbiorze. Czasami wyglądały jak niedokończone, odwrócone na lewą stronę albo dopiero wyjęte z pracowni krawieckiej. I właśnie w tym tkwiła ich siła. Margiela przypominał, że ubranie nie musi być idealne, żeby było interesujące.
Dekonstrukcja, czyli odkrywanie tego, co zwykle ukryte
W tradycyjnym podejściu do mody konstrukcja ubrania ma pozostać niewidoczna. Szwy powinny być staranne, podszewka ukryta, a wszystkie elementy tworzyć harmonijną całość. Margiela odwrócił tę logikę.
Eksponował przeszycia, surowe krawędzie i elementy konstrukcyjne. Sięgał po materiały kojarzone z zapleczem pracowni, a klasyczne fasony przekształcał w nieoczywiste formy. Ubranie stawało się nie tylko gotowym produktem, ale również opowieścią o procesie powstawania.
Dekonstrukcja w jego wydaniu nie oznaczała zwykłego niszczenia czy celowego postarzania odzieży. Była sposobem myślenia. Polegała na rozłożeniu znanej formy na części, ponownym ich zestawieniu i zadaniu pytania: czy można zrobić to inaczej?
To podejście zmieniło sposób, w jaki patrzymy na modę awangardową. Pokazało, że niedoskonałość może być świadomym wyborem, a konstrukcja ubrania może stać się równie ważna jak jego wygląd.
Rotterdam, 1997 – kiedy moda stała się eksperymentem
Rok 1997 był wyjątkowy dla historii współczesnej mody. Martin Margiela coraz śmielej przekraczał granice między projektowaniem ubrań a sztuką konceptualną.
Latem tego roku w Museum Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie odbyła się jego pierwsza indywidualna wystawa muzealna. Projekt zatytułowany Martin Margiela (9/4/1615) był czymś więcej niż prezentacją archiwalnych kolekcji.
Osiemnaście manekinów reprezentowało kolejne kolekcje domu mody, od sezonu wiosna–lato 1989 do jesień–zima 1997/98. Ubrania utrzymano w odcieniach bieli, kremu i szarości, a następnie poddano działaniu specjalnie dobranych mikroorganizmów. Bakterie, drożdże i pleśnie stopniowo zmieniały ich kolor oraz fakturę.
Ubranie nie było więc zamkniętym, niezmiennym obiektem. Stawało się częścią procesu, na który wpływał również czas.
To bardzo margielowskie podejście: zamiast zatrzymywać rzeczy w idealnym stanie, pozwolić im się zmieniać. Zamiast ukrywać ślady procesu, uczynić je częścią projektu.
Jesienią 1997 roku Margiela zaprezentował w Paryżu kolekcję wspólnie z Rei Kawakubo, założycielką japońskiego domu mody Comme des Garçons. Oboje podważali tradycyjne wyobrażenia o sylwetce, konstrukcji i pięknie. Kawakubo eksperymentowała z objętością i deformacją ciała, Margiela zaś odsłaniał budowę ubrań i zamieniał elementy warsztatu krawieckiego w pełnoprawne części garderoby.
Ich wspólna prezentacja pokazała, że moda nie musi jedynie odpowiadać na oczekiwania odbiorców. Może również prowokować pytania, wywoływać dyskusje i zmieniać sposób patrzenia na to, co nosimy.
Biała metka i wielka nieobecność
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków Maison Martin Margiela stała się prosta, biała metka przyszyta czterema białymi ściegami. Bez krzykliwego logo, bez ozdobnego podpisu, bez potrzeby eksponowania marki.
Biel pojawiała się również w pracowniach, podczas pokazów i w ubraniach zespołu. Projektant konsekwentnie ograniczał wizualny szum, pozostawiając przestrzeń dla samego projektu.
Jego anonimowość nie była jedynie ciekawostką. Stanowiła część filozofii domu mody. Margiela nie chciał, aby odbiorcy utożsamiali wartość ubrania z popularnością osoby, która je stworzyła.
W jednym z wywiadów powiedział:
„Anonymity is very important to me. It balances me that I am like everybody else.”
Po polsku: „Anonimowość jest dla mnie bardzo ważna. Pozwala mi zachować równowagę, bo jestem taki jak wszyscy inni”.
Wypowiedź pochodzi z rozmowy przywołanej przez brytyjski Vogue w artykule o projektancie i jego dokumencie Martin Margiela: In His Own Words.
To zdanie można potraktować jako klucz do jego twórczości. Nie wszystko musi być podpisane. Nie wszystko wymaga osobistej historii autora. Czasami wystarczy, że przedmiot sam w sobie ma coś do powiedzenia.
Oversize, proporcje i wolność formy
Współczesny styl oversize często kojarzy się z wygodą, swobodą i ubraniami, które nie przylegają do ciała. U Margieli eksperymentowanie z proporcjami miało jednak znacznie głębszy wymiar.
Projektant zmieniał konstrukcję marynarek, przesuwał linię ramion, przekształcał duże T-shirty w sukienki i kardigany, a klasyczne elementy garderoby zestawiał w nieoczywisty sposób. Interesowało go nie tylko to, jak ubranie wygląda, lecz także jak zachowuje się na ciele.
Dzięki temu sylwetka przestawała być sztywnym wzorem, do którego należy dopasować ubranie. To ubranie zaczynało tworzyć własną przestrzeń wokół człowieka.
Ta myśl pozostaje aktualna również dziś. Luźna koszula, szerokie spodnie, obszerna bluza czy marynarka o zmienionej linii ramion nie muszą być sezonowym trendem. Mogą stać się elementami garderoby, które dają swobodę ruchu i pozwalają budować własny styl bez podporządkowywania się jednej sylwetce.
W modzie oversize warto patrzeć nie tylko na rozmiar, ale przede wszystkim na proporcje, jakość materiału i sposób, w jaki poszczególne elementy współgrają ze sobą.
Drugie życie ubrań – zanim stało się trendem
Dziś wiele mówi się o modzie cyrkularnej, upcyklingu i ponownym wykorzystywaniu materiałów. Margiela eksperymentował z podobnymi ideami na długo przed tym, zanim stały się one popularnym tematem w branży.
W jego twórczości pojawiały się ubrania z odzysku, przekształcone przedmioty codziennego użytku oraz projekty, które wydobywały nową wartość ze znanych już materiałów. Nie chodziło wyłącznie o oszczędność surowców. Ważna była również historia przedmiotu, jego wcześniejsza funkcja i możliwość nadania mu zupełnie nowego znaczenia.
To podejście szczególnie dobrze łączy się z ideą świadomej garderoby. Nie potrzebujemy nieustannie wymieniać wszystkiego na nowe, aby nasz styl się rozwijał. Czasami wystarczy inaczej zestawić znane elementy, zmienić proporcje albo spojrzeć na rzecz, którą już mamy, z innej perspektywy.
Właśnie dlatego inspiracje Margielą można odnaleźć również w szafie kapsułowej. Nie w jej najbardziej zachowawczej wersji, opartej wyłącznie na klasycznych fasonach, ale w podejściu, które stawia na indywidualność, jakość i świadome wybory.
Co możemy dziś zaczerpnąć z filozofii Margieli?
Nie musimy nosić awangardowych projektów ani eksperymentować z ubraniami, które wyglądają jak wyjęte z pracowni krawieckiej. Wystarczy przyjrzeć się kilku ideom, które stoją za jego twórczością.
-
Patrz na konstrukcję. Zwracaj uwagę na szwy, wykończenia, fakturę i sposób układania się materiału. To często właśnie detale decydują o charakterze ubrania.
-
Eksperymentuj z proporcjami. Połącz szerokie spodnie z prostą górą, obszerną bluzę z długim płaszczem albo klasyczną koszulę z nietypowym dodatkiem.
-
Nie bój się niedoskonałości. Naturalne zagniecenia, wyrazista faktura czy surowy charakter materiału mogą być częścią estetyki, a nie wadą.
-
Dawaj ubraniom drugie życie. Przemyśl, czy rzecz, którą już masz, można zestawić w nowy sposób, naprawić lub wykorzystać przez kolejne sezony.
-
Buduj styl zamiast kopiować trendy. Inspiracja nie musi oznaczać odtwarzania konkretnego zestawu. Może być punktem wyjścia do własnych poszukiwań.
DASA.PL – mniej oczywistości, więcej własnego stylu
W DASA.PL inspiracje czerpiemy z projektantów, którzy pokazują, że moda może być czymś więcej niż sezonową zmianą fasonów i kolorów.
Martin Margiela przypomina nam, że ubranie ma swoją konstrukcję, historię i potencjał, którego nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. Że prostota nie musi oznaczać nudy, a wygoda nie wyklucza wyrazistej formy. I że własny styl nie zaczyna się od poszukiwania kolejnego trendu, ale od uważniejszego spojrzenia na to, co naprawdę chcemy nosić.
Nie chodzi o to, żeby mieć więcej ubrań. Chodzi o to, żeby wybierać je świadomie, łączyć na własnych zasadach i znajdować w nich coś, co zostanie z nami na dłużej.
Bo czasami najciekawsze w modzie jest właśnie to, co nieoczywiste.